Można mieć pełny kalendarz, mnóstwo obowiązków i poczucie, że każdego dnia robi się naprawdę dużo. Można ciągle coś planować, realizować kolejne zadania i nie mieć chwili dla siebie.
Tylko czy to wszystko rzeczywiście prowadzi nas tam, gdzie chcemy dotrzeć?
Czasami mam wrażenie, że łatwiej jest być zajętym, niż zatrzymać się i zastanowić, czy zmierzamy we właściwym kierunku.
Bo samo działanie nie zawsze oznacza postęp.
Możemy poświęcać dużo czasu na rzeczy, które wydają się ważne, ale w rzeczywistości niewiele zmieniają w naszym życiu. Możemy skupiać się na bieżących obowiązkach, odkładać własne plany i przekonywać siebie, że przecież cały czas coś robimy.
Mijają kolejne tygodnie, miesiące, a my wciąż jesteśmy w podobnym miejscu.
Bycie zajętym nie oznacza, że idziemy do przodu
Łatwo pomylić aktywność z rozwojem. Wykonujemy zadania, odhaczamy kolejne punkty z listy i mamy poczucie dobrze wykorzystanego dnia.
Ale warto czasami zadać sobie kilka niewygodnych pytań:
Czy to, czemu poświęcam dzisiaj swój czas, ma związek z moimi celami?
Czy moje codzienne nawyki wspierają życie, które chcę zbudować?
Czy robię coś dlatego, że naprawdę jest dla mnie ważne, czy po prostu dlatego, że tak przyzwyczaiłem się funkcjonować?
Nie chodzi o to, żeby każda czynność musiała przynosić konkretną korzyść. Odpoczynek, przyjemności i zwykła codzienność również mają swoje miejsce.
Chodzi raczej o to, żeby nie przeżyć kolejnych lat, będąc ciągle zajętym wszystkim, tylko nie tym, co naprawdę ma dla nas znaczenie.
Czasami trzeba się zatrzymać, żeby sprawdzić kierunek
Myślę, że jedną z ważniejszych umiejętności jest regularne przyglądanie się własnemu życiu.
Nie tylko temu, co udało nam się zrobić, ale również temu, dokąd prowadzą nasze decyzje.
Możemy mieć cel, ale z czasem nasze działania przestają być z nim zgodne. Możemy zacząć coś z dobrym nastawieniem, a później wpaść w rutynę, w której wykonujemy kolejne czynności bez zastanowienia.
Dlatego warto co jakiś czas zrobić krok w tył i spojrzeć na całość.
Nie trzeba od razu zmieniać wszystkiego. Czasami wystarczy zauważyć, że zbyt dużo energii poświęcamy na rzeczy, które nie przybliżają nas do tego, czego chcemy.
Może zamiast dokładać sobie kolejnych zadań, powinniśmy zmienić sposób, w jaki wykorzystujemy czas, który już mamy?
Nie musisz robić więcej. Może wystarczy robić właściwe rzeczy
Często myślimy, że żeby coś zmienić, musimy jeszcze bardziej się postarać. Znaleźć więcej czasu, wziąć na siebie kolejne obowiązki i jeszcze mocniej się zdyscyplinować.
A może problem wcale nie leży w ilości naszego wysiłku?
Może potrzebujemy lepiej określić, co jest dla nas ważne, i zacząć świadomie wybierać, na co przeznaczamy swoją energię.
Jeżeli chcemy zadbać o zdrowie, warto spojrzeć na codzienne nawyki. Jeżeli chcemy rozwijać się zawodowo, zastanówmy się, czy rzeczywiście poświęcamy czas na zdobywanie nowych umiejętności. Jeżeli marzymy o większej niezależności, sprawdźmy, czy nasze obecne decyzje finansowe i zawodowe wspierają ten kierunek.
Nie zawsze zobaczymy efekty od razu. Nie każda decyzja przyniesie szybką zmianę. Ale możemy przynajmniej świadomie wybierać działania, które mają szansę nas do tych celów przybliżyć.
Zatrzymaj się i zadaj sobie jedno pytanie
Nie chcę żyć w przekonaniu, że każdy dzień musi być produktywny, a każda chwila powinna prowadzić do jakiegoś celu.
Nie o to chodzi.
Chcę jednak mieć poczucie, że moje życie nie składa się wyłącznie z wykonywania kolejnych obowiązków. Że znajduję czas na rzeczy, które są dla mnie ważne, i nie tracę z oczu tego, dokąd chcę zmierzać.
Dlatego warto czasami zapytać samego siebie:
Czy sposób, w jaki wykorzystuję swój czas dzisiaj, przybliża mnie do życia, którego chcę w przyszłości?
Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi. Nie musisz mieć idealnego planu ani pewności, że każda decyzja jest właściwa.
Ważne, żeby od czasu do czasu zatrzymać się i sprawdzić, czy nadal idziesz w stronę, którą sam wybrałeś.
Bo można przez lata robić bardzo dużo, a mimo to nie zbliżyć się do tego, na czym najbardziej nam zależy.
Nie chodzi o to, żeby ciągle robić więcej. Chodzi o to, żeby nie zgubić tego, po co właściwie to robimy.
Każdy dzień bliżej siebie.